WegeMaluch.pl

FB TW G+ Zarejestruj Rejestacja / Login

Artykuły

Obsesyjne pragnienia

King Kong, jak każde dziecko, bardzo szybko nauczył się wyrażać swoją wolę. Wyrażał ją, podobnie jak niezadowolenie, wrzaskiem. I to jest ten moment, w którym wielu rodziców dochodzi do wniosku, że ich wyśniony dom zamienił się w dom wariatów. Ojciec podobnie, miał wrażenie, że znalazł się na targanej sztormem łajbie, której sternikiem był King Kong.

Już wtedy zaczął otwierać i zamykać szuflady. Pewnego dnia ojciec zostawił go przy jednej z szuflad z przekonaniem, że prędzej czy później King Kongowi znudzi się otwieranie i zamykanie. Może i by tak się stało. Niestety nim to nastąpiło ułamał się uchwyt i King Kong wpatrywał się w niego ze zdziwieniem w oczach. A może właśnie o to mu chodziło. Innym razem King Kong po raz kolejny wrócił do deski na sedesie, podnosił i opuszczał aż do skutku. Czyli aż deska pękła. Wielu rodziców i nie rodziców zapyta jak do tego doszło?

Przecież dziecko nie można pozwolić, zwłaszcza, że mogłoby sobie coś zrobić. No cóż, ojciec był w pobliżu. Łapał oddech, uzupełniał płyny, pożerał posiłki o wysokiej zawartości węglowodanów. Potrzebował tych chwil, a przecież nie można dziecka zostawiać w kojcu za często, no i znał już ojciec działanie magicznego słowa „nie”. To jest takie magiczne zaklęcie, które powoduje wybuch tajfunu na suchym lądzie. Czasem trzeba odpuścić. Czasem trwa to o chwilę za długo.

King Kong doskonale odróżniał zabawki, od nie zabawek. Zabawki i owszem, rozpoznaje i bada. Naciska przyciski, by po chwili porzucić je dla innych przyjemności. Nie zabawki nie nudziły się wcale. Przycisk na tunerze można wciskać cały czas, na wyświetlaczu pojawią się słupki i po chwili giną. Pojawiają i giną, pojawiają... Rzecz przestaje być interesująca, gdy ojciec odłączył ustrojstwo od zasilania. King Kong wciska i... nic. Więc oddala się na czworaka w kierunku czegoś innego. King Kong szczególnie pożądał telefonów (na szczęście mogły być nieme i niedziałające), podobnie jak piloty do wszelkiego rodzaju sprzętu. Jeszcze nie dosięgał do panelu sterującego zmywarką, ani do uchwytu otwierającego lodówkę. Udaje mu się już otwierać szuflady i szafy. Reszta pochowana jest wysoko i skutecznie, tak skutecznie, że ojciec nauczył się żyć bez niektórych rzeczy (i do dziś nie ma pojęcia gdzie są). Mimo to raz na jakiś czas ojciec musi poczarować. Mówi „nie” i wybucha burza.

To nie było tak od razu. Dopiero po dwóch trzech pierwszych użyciach...

I wtedy można King Kongowi było pozwolić, żeby sobie przeczyścił kanaliki łzowe, albo go uspokoić. Pierwsze wyjście zawsze wydawało się ojcu drastyczne, dlatego lubił sobie odczekać z uspokajaniem tak ze dwie minuty (nie to, że leci pędem i pozwala na wszystko). Zresztą z czasem tolerancja ojca rosła, ale strategia pozostawała niezmienna. Nie wolno, to nie wolno i już.

King Kong, jak każde dziecko, bardzo szybko nauczył się wyrażać swoją wolę. Wyrażał ją, podobnie jak niezadowolenie, wrzaskiem. I to jest ten moment, w którym wielu rodziców dochodzi do wniosku, że ich wyśniony dom zamienił się w dom wariatów. Ojciec podobnie, miał wrażenie, że znalazł się na targanej sztormem łajbie, której sternikiem był King Kong.

Już wtedy zaczął otwierać i zamykać szuflady. Pewnego dnia ojciec zostawił go przy jednej z szuflad z przekonaniem, że prędzej czy później King Kongowi znudzi się otwieranie i zamykanie. Może i by tak się stało. Niestety nim to nastąpiło ułamał się uchwyt i King Kong wpatrywał się w niego ze zdziwieniem w oczach. A może właśnie o to mu chodziło. Innym razem King Kong po raz kolejny wrócił do deski na sedesie, podnosił i opuszczał aż do skutku. Czyli aż deska pękła. Wielu rodziców i nie rodziców zapyta jak do tego doszło?

Przecież dziecko nie można pozwolić, zwłaszcza, że mogłoby sobie coś zrobić. No cóż, ojciec był w pobliżu. Łapał oddech, uzupełniał płyny, pożerał posiłki o wysokiej zawartości węglowodanów. Potrzebował tych chwil, a przecież nie można dziecka zostawiać w kojcu za często, no i znał już ojciec działanie magicznego słowa „nie”. To jest takie magiczne zaklęcie, które powoduje wybuch tajfunu na suchym lądzie. Czasem trzeba odpuścić. Czasem trwa to o chwilę za długo.

King Kong doskonale odróżniał zabawki, od nie zabawek. Zabawki i owszem, rozpoznaje i bada. Naciska przyciski, by po chwili porzucić je dla innych przyjemności. Nie zabawki nie nudziły się wcale. Przycisk na tunerze można wciskać cały czas, na wyświetlaczu pojawią się słupki i po chwili giną. Pojawiają i giną, pojawiają... Rzecz przestaje być interesująca, gdy ojciec odłączył ustrojstwo od zasilania. King Kong wciska i... nic. Więc oddala się na czworaka w kierunku czegoś innego. King Kong szczególnie pożądał telefonów (na szczęście mogły być nieme i niedziałające), podobnie jak piloty do wszelkiego rodzaju sprzętu. Jeszcze nie dosięgał do panelu sterującego zmywarką, ani do uchwytu otwierającego lodówkę. Udaje mu się już otwierać szuflady i szafy. Reszta pochowana jest wysoko i skutecznie, tak skutecznie, że ojciec nauczył się żyć bez niektórych rzeczy (i do dziś nie ma pojęcia gdzie są). Mimo to raz na jakiś czas ojciec musi poczarować. Mówi „nie” i wybucha burza.

To nie było tak od razu. Dopiero po dwóch trzech pierwszych użyciach...

I wtedy można King Kongowi było pozwolić, żeby sobie przeczyścił kanaliki łzowe, albo go uspokoić. Pierwsze wyjście zawsze wydawało się ojcu drastyczne, dlatego lubił sobie odczekać z uspokajaniem tak ze dwie minuty (nie to, że leci pędem i pozwala na wszystko). Zresztą z czasem tolerancja ojca rosła, ale strategia pozostawała niezmienna. Nie wolno, to nie wolno i już.

schiza

Ojca najbardziej denerwowały wtedy nawroty schizy, bo ta nie odeszła na dobre (nigdy nie odeszła, tak jak nie przyszła z King Kongiem – była z ojcem od nie wiadomo kiedy i tylko raz na jakiś czas zmieniała strategię). Teraz objawiała się tym, że raz na jakiś czas ojca szlag trafiał jasny. Ojciec nie lubił tych momentów, bo musiał to szybko rozładować w sposób, który nie wpłynie na King Konga. Żaden tam wrzask, żaden klaps. Ojciec nie chciałby, żeby ktoś na niego wrzeszczał, czy tam lał ojca po tyłku. Nie tędy droga (w ojca skromnej opinii). Dlatego ojciec zaciskał pięści, pił szklankę zimnej wody, pozwalał minąć CHWILI i zbierał się w sobie. Udawało się. King Kong bardzo chętnie wysłuchiwał ojca wykładów na temat tego na przykład, że nie wolno trzaskać drzwiami od witryny, a potem jeszcze chętniej się do zaleceń nie stosował i trzaskał drzwiami dalej. Takie tłumaczenie miało tę dobrą stronę, że ojciec miał chwilę, by minęła CHWILA. A potem i tak przestawił fotel zasłaniając witrynę (w ramach projektu „Dom bezpieczny dla dziecka”).

Lepsza połowa ojca karmiącego odkryła kiedyś, że King Konga uspokaja widok bąbelków w butelce z wodą. Wystarczy odwrócić butelkę i plum, plum, plum – lecą bąbelki, a King Kong się szczerzy w bezzębnym uśmiechu. I pewnego dnia, kiedy schiza wróciła ojciec chwycił za butelkę, uniósł ją wysoko i przytknął wargi do plastikowej szyjki. Jego wzrok zogniskował się na bąbelkach... I wtedy wszystko odpłynęło, cała ta przelotna i niezwykle zawzięta w sobie złość... Wszystko się rozpłynęło. A gdzieś z dołu dobiegł ojca rechot King Konga, który siedział i też podziwiał bąbelki.

źródło: ojciec.karmiacy







Cieszymy się, że tu trafiłaś / trafiłeś.

Prowadzimy prace nad przygotowaniem wersji mobilnej portalu wegemaluch.pl

Ta wersja platformy mobilnej jest w fazie testów! Prosimy o cierpliwość! (niektóre funkcje mogą nie działać w tej chwili)

 

Wegemaluch.pl Udostępnia materiały na licencji CC BY-NC-ND 4.0 Międzynarodowe. Materiały nieoznaczone CC BY-NC-ND 4.0 - Copyright by WegeMaluch.pl & MagYa 2011-2014. All rights reserved.

Wróć na górę

O Wegemaluch    O Nas    Regulaminy    Polityka Prywatności    Reklama    Promocja    Patronat    Admin    Kontakt    Faq    RSS    Toolbar

coffe Jesteś pewny by przełączyć w wersję dla komputerów stacjonarnych PC?