WegeMaluch.pl

FB TW G+ Zarejestruj Rejestacja / Login

Pierwsze góry

Skład wyprawy: Jarek, Magda, Kaja (6 mc), Zorek (1,5 roku). Cechy wspólne: wolność, szaleństwo, umiłowanie przyrody wraz z jej kontemplacją.

Pierwszy etap związany był z pakowaniem. Dwa plecaki musiały pomieścić nas troje. Jak na pierwszy raz przystało zatroskana młoda matka przytupnęła z boku fotela i myśli, co tu wziąć dla dziecka żeby nie za dużo a co gorsze, o zgrozo, nie za mało. Ile ciepłych ubrań, ile tych na upalnie

dni. I tak metodą prób i błędów się dało. Szkoda że nie pomyślałam i nie sprawdziłam czy niektóre rzeczy, które wylądowały w plecaku nie są już za małe na rosnące jak na drożdżach dziecko - szybko wyprzedzę fakty - okazały się za małe.

W plecaku dla Kai znalazło się 5 ciepłych ubrań i body z długimi rękawami i tyleż samo z krótkimi, spodenki, czapki jedna ciepła i druga nie. Wzięłam też wszystkie możliwe leki, tak na wszelki wypadek. Po paru godzinach intensywnej pracy, udało się i zapchany po dach samochód gotowy był do drogi. I tak rozpoczęliśmy naszą pierwszą rodzinna wyprawę w góry.

Niemcowa

Kaja pełza po świeżej trawie co chwilę przystając, wdychając świeże górskie powietrze. Ale już po chwili w jej małej rączce zda się słyszeć delikatny szelest. Jak w zwolnionym filmie widać jak dłoń zmierza do otwierającej się buzi, gdy Jarek podrywa się z ziemi i z wprawą młodego taty mierzy się z siłą pięciu paluszków zaciśniętych jak imadełko. Gdy dłoń Kai poddaje się pod delikatnych acz stanowczym naciskiem rodziciela, naszym oczom ukazuje się chrząszcz majowy otulony już woalką śmierci. Śpieszę jednak wyjaśnić że to nie za sprawą uścisku Kai lecz matka natura wezwała go do siebie. I tak oto w stoickim nastroju upływa nam pierwszy dzień w chatce pod Niemcową położonej w Beskidzie Sądeckim, 1002 m n.p.m. między Piwniczną a Szczawnicą dolinami Małej Roztoki i potoku Czercz.

Do chatki podejście jest ogromnym wyzwaniem, ciągle do góry. Na szczęście, miejscowi parę lat temu skrzyknęli się między sobą i utwardzili drogę dzięki czemu człowiek nie zapada się i nie grzęźnie w podeszczowym błocie. To ułatwienie tylko na piśmie może wywołać uśmiech i sprawić, że czytający z ulgi zacznie pocierać dłonie bo w zderzeniu z rzeczywistością uśmiech przeradza się w grymas a grymas po paru kilometrach w ogromne jak grad krople potu na czole.

Trud dotarcia na tę chatkę wynagradzają widoki, które przy pięknej pogodzie z całą swą cudownością ukazują się przybyszowi. Widać stamtąd między innymi Tatry. Poza tym niesamowicie wyglądają wiejskie chatki ulokowane w krajobrazie dolin i pagórków a zieleń traw i drzew w zestawieniu z błękitem nieba dodaje im tylko kolorytu.
Przyjeżdżając bądź docierając do chatki bezsprzecznie należy przywitać się z Jerzym - opiekującym się Niemcową. Nie zabieram nikomu szansy osobistego poznania tego mężczyzny, napiszę tylko że znajomość tę zapamiętuje się do końca życia.

Niemcowa wabi do siebie miłośników ciszy i spokoju. Tych którzy pragną powrócić do wnętrza siebie albo od nowa poznać swoją rodzinę szczególnie gdy na pokładzie pojawia się dziecko. Tak było w naszym przypadku. Niemcowa oferuje, jak na dzisiejsze czasy, osobliwe atrakcje. Bo tam żeby się wykąpać to najpierw trzeba pójść z wiadrami do strumyka po wodę, później do drewutni i narąbać drewna a na końcu rozpalić znajdujący się w izbie piec.

Kaja po raz pierwszy w swoim życiu kąpieli zażywała w misce. Była przeszczęśliwa.

Atmosfera i nastrój wieczornego pluskania nabierał tam mistycznego charakteru podobnie jak noce. Cała trójka, razem, wtuleni i ukołysani cudownym trzaskiem palącego się pod piecem drewna. A o wszystko za 12 złotych za noc.

Skład wyprawy: Jarek, Magda, Kaja (6 mc), Zorek (1,5 roku). Cechy wspólne: wolność, szaleństwo, umiłowanie przyrody wraz z jej kontemplacją.

Pierwszy etap związany był z pakowaniem. Dwa plecaki musiały pomieścić nas troje. Jak na pierwszy raz przystało zatroskana młoda matka przytupnęła z boku fotela i myśli, co tu wziąć dla dziecka żeby nie za dużo a co gorsze, o zgrozo, nie za mało. Ile ciepłych ubrań, ile tych na upalnie

dni. I tak metodą prób i błędów się dało. Szkoda że nie pomyślałam i nie sprawdziłam czy niektóre rzeczy, które wylądowały w plecaku nie są już za małe na rosnące jak na drożdżach dziecko - szybko wyprzedzę fakty - okazały się za małe.

W plecaku dla Kai znalazło się 5 ciepłych ubrań i body z długimi rękawami i tyleż samo z krótkimi, spodenki, czapki jedna ciepła i druga nie. Wzięłam też wszystkie możliwe leki, tak na wszelki wypadek. Po paru godzinach intensywnej pracy, udało się i zapchany po dach samochód gotowy był do drogi. I tak rozpoczęliśmy naszą pierwszą rodzinna wyprawę w góry.

Niemcowa

Kaja pełza po świeżej trawie co chwilę przystając, wdychając świeże górskie powietrze. Ale już po chwili w jej małej rączce zda się słyszeć delikatny szelest. Jak w zwolnionym filmie widać jak dłoń zmierza do otwierającej się buzi, gdy Jarek podrywa się z ziemi i z wprawą młodego taty mierzy się z siłą pięciu paluszków zaciśniętych jak imadełko. Gdy dłoń Kai poddaje się pod delikatnych acz stanowczym naciskiem rodziciela, naszym oczom ukazuje się chrząszcz majowy otulony już woalką śmierci. Śpieszę jednak wyjaśnić że to nie za sprawą uścisku Kai lecz matka natura wezwała go do siebie. I tak oto w stoickim nastroju upływa nam pierwszy dzień w chatce pod Niemcową położonej w Beskidzie Sądeckim, 1002 m n.p.m. między Piwniczną a Szczawnicą dolinami Małej Roztoki i potoku Czercz.

Do chatki podejście jest ogromnym wyzwaniem, ciągle do góry. Na szczęście, miejscowi parę lat temu skrzyknęli się między sobą i utwardzili drogę dzięki czemu człowiek nie zapada się i nie grzęźnie w podeszczowym błocie. To ułatwienie tylko na piśmie może wywołać uśmiech i sprawić, że czytający z ulgi zacznie pocierać dłonie bo w zderzeniu z rzeczywistością uśmiech przeradza się w grymas a grymas po paru kilometrach w ogromne jak grad krople potu na czole.

Trud dotarcia na tę chatkę wynagradzają widoki, które przy pięknej pogodzie z całą swą cudownością ukazują się przybyszowi. Widać stamtąd między innymi Tatry. Poza tym niesamowicie wyglądają wiejskie chatki ulokowane w krajobrazie dolin i pagórków a zieleń traw i drzew w zestawieniu z błękitem nieba dodaje im tylko kolorytu.
Przyjeżdżając bądź docierając do chatki bezsprzecznie należy przywitać się z Jerzym - opiekującym się Niemcową. Nie zabieram nikomu szansy osobistego poznania tego mężczyzny, napiszę tylko że znajomość tę zapamiętuje się do końca życia.

Niemcowa wabi do siebie miłośników ciszy i spokoju. Tych którzy pragną powrócić do wnętrza siebie albo od nowa poznać swoją rodzinę szczególnie gdy na pokładzie pojawia się dziecko. Tak było w naszym przypadku. Niemcowa oferuje, jak na dzisiejsze czasy, osobliwe atrakcje. Bo tam żeby się wykąpać to najpierw trzeba pójść z wiadrami do strumyka po wodę, później do drewutni i narąbać drewna a na końcu rozpalić znajdujący się w izbie piec.

Kaja po raz pierwszy w swoim życiu kąpieli zażywała w misce. Była przeszczęśliwa.

Atmosfera i nastrój wieczornego pluskania nabierał tam mistycznego charakteru podobnie jak noce. Cała trójka, razem, wtuleni i ukołysani cudownym trzaskiem palącego się pod piecem drewna. A o wszystko za 12 złotych za noc.

Atrakcji ciąg dalszy

Jak ktoś lubi spacerować po górskich ścieżkach to opisywane miejsce idealnie się do tego nadaje. Pewnego dnia wybraliśmy się wokół Niemcowej. Widoki przepiękne a sama trasa bardzo przyjemna. Po drodze dla zgłodniałych są małe punkty gastronomiczne lub dla bardziej wybrednych, w Kosarzyskach restauracje. To ważne szczególnie że podejście powrotne do chatki to naprawdę przysłowiowa kropka nad "i" więc warto mieć siły. Po takim wysiłku i położeniu dziecka spać należy się zasłużony odpoczynek połączony z degustacją przepysznych podpłomyków (średniowiecznych pszennych chlebków) zapijanych zsiadłym lub świeżym mlekiem. Te przysmaki można zakupić od niezwykle sympatycznej starszej pani, która w tamtym rejonie jako jedyna się specjalizuje w wspomnianym menu. Wystarczy jeden telefon parę godzin wcześniej i wszystko gotowe. To jak już o ludziach mowa poznaliśmy też tam wujka/dziadka Staszka. Po wypiciu z nim symbolicznego kieliszka "cytrynówki" zaoferował się że jak tylko znajdziemy ziemię wybuduje nam chatę (bo on jest stolarzem samoukiem), ale chata będzie taka że nikt takiej w Rzeczypospolitej nie ma.

Kolejnego dnia wybraliśmy się do Piwnicznej Zdrój. Warto odnotować na kulinarnej mapie bar Sobieski. Na prawdę tanio i bardzo smacznie.

W końcu przyszedł czas na dzienne leniuchowanie. Dziwnie jest patrzeć jak na horyzoncie widać i słychać burzę, która stając u progu chatki pod Niemcową odwraca się na pięcie i idzie buczeć w inne sobie znane rejony. Dla nas dobrze, bo Jerzy właśnie dla takich "leniuchów" wymyślił i stworzył grę "Stukan". Chodzi w niej o to by wbić "pionka" do bramki przeciwnika za pomocą stuknięć stukanami. Brzmi banalnie ale wciąga i odpręża.

U Jerzego byliśmy tydzień. Później pojechaliśmy w stronę Beskidu Żywieckiego na Chatkę Skalankę.

Chatka Skalanka

To miejsce w odróżnieniu od Niemcowej wyposażone jest w prąd, gaz i wodę - czyli luksów na miarę 5-cio gwiazdkowego hotelu a to wszystko za tę samą cenę czyli 12 złotych za noc. Również tutaj miłośnicy górskich wędrówek znajdą coś dla siebie.

Pewnego słonecznego dnia wybraliśmy się na Wielką Raczę 1236 m n.p.m. Jarek ciągnął Kaję w specjalnym wózku dostosowanym do aktywnego trybu życia, który zapewnia dziecku 100% bezpieczeństwa. Wycieczka bardzo fajna choć szlak prowadzący do celu daje w kość.

Jest parę podejść, które szczególnie z małym wędrowcem na pokładzie wymagają nie lada sił w nogach. Oprócz wspomnianego szlaku można również zwiedzić miejscowość Sola, czyli miłym spacerkiem obchodzimy nasze schronisko. I jeszcze trzecia możliwość - Słowacja. Ze Zwardoniem graniczy Skalite. Tam raj znajdą miłośnicy zupy czosnkowej i smażonego sera.

Warto jednak pamiętać że Słowacy zwracają uwagę czy towarzyszące nam dzieci mają paszporty lub dowody osobiste.

Pierwszy nasz rodzinny wyjazd w góry obfitował w miłe i płaczliwe dni. Bez wątpienia jednak zbliżył nas do siebie. Bez gonitwy i cały dzień na świeżym powietrzu, na wspólnych zabawach - pamiątka której nigdy nie zgubimy a wierzę że Kaja zapamięta atmosferę swoich pierwszych górskich wakacji.

 

 







Cieszymy się, że tu trafiłaś / trafiłeś.

Prowadzimy prace nad przygotowaniem wersji mobilnej portalu wegemaluch.pl

Ta wersja platformy mobilnej jest w fazie testów! Prosimy o cierpliwość! (niektóre funkcje mogą nie działać w tej chwili)

 

  • 1
  • 2
  • 3
Poprzedni Następny
Edukacja po polsku

Edukacja po polsku

Opowieści

Przez ostatni rok najczęściej poruszanym tematem było co dalej z edukacją naszego dziecka. Co wybrać: zerówkę w przedszkolu czy jednak w szkole, a może  dać ją do pierwszej klasy. Czytałam wszystko...

Jak odkryłam wegetarianizm na nowo

Jak odkryłam wegetarianizm na nowo

Opowieści

Miałam to ogromne szczęście i rzadką okazję jak na tamte czasy, że wychowywałam się w rodzinie wegetariańskiej. Moja mama przestała jeść mięso niedługo po moim urodzeniu, a pozostała trójka mojego...

Co babcia i dziadek z bizonami i androidami ma wspólnego?

Co babcia i dziadek z bizonami i android…

Opowieści

Kiedy myślę o babciach i dziadkach, przypomina mi się dzień 60. urodziny dziadka moich dzieci. Dostał wówczas obraz od własnej dwójki dorosłych już pociech, przedstawiający starszego mężczyznę – zakładam dziadka...

Miffy - mała, energiczna króliczka - konkurs 'Lubię czytać'

Miffy - mała, energiczna króliczka - kon…

Opowieści

Naszą ulubioną bohaterką jest Miffy- mała, energiczna króliczka, która przeżywa codziennie wiele fascynujących przygód. Wygląda niepozornie- jej buzia to zaledwie dwie kropki i krzyżyk. Z Miffy bawimy się w zgadywanki, poznajemy...

Totalna rewolucja - konkurs 'Lubię czytać'

Totalna rewolucja - konkurs 'Lubię czyta…

Opowieści

Długo zastanawiała się czy coś napisać... no bo właściwie czy ja mam ulubionego bohatera? Kocham wszystkie książki a bohaterów jest mnóstwo... I nagle podczas porannego biegu oświeciło mnie. Przecież...

Heidi, malutka Szwajcarka - konkurs 'Lubię czytać'

Heidi, malutka Szwajcarka - konkurs 'Lub…

Opowieści

Jedną z najsympatyczniejszych bohaterek mojego dzieciństwa była Heidi, malutka Szwajcarka, która swoimi przygodami potrafiła przenieść mnie w Świat bardzo odległy, ale dający mi – również małej wówczas czytelniczce – możliwość...

Mój Świat Małego Księcia - konkurs 'Lubię czytać'

Mój Świat Małego Księcia - konkurs 'Lubi…

Opowieści

Pamiętam jak kiedyś moja mama przeczytała mi „Małego księcia” Antoinego de Saint- Exupér’ego. Oczywiście nie rozumiałam przesłania książki, ale słyszałam opowieść jakby o mnie. Dziecko rysuje słonia zjedzonego przez węża...

Kwestia… smaku

Kwestia… smaku

Opowieści

Mówcie, co chciejcie, kotlet schabowy to symbol polskiej narodowej dumy. Danie może niezbyt wyrafinowane, szybkie w przygotowaniu i prócz tłuczka niewymagające wielu instrumentów, ale nasze, polskie! (Na użytek tej tezy...

Jestem gąbką chłonącą dary natury

Jestem gąbką chłonącą dary natury

Opowieści

Zielono tu, prawda? To czarodziejska kraina, do której klucz ma dziadziuś w kieszeni swej ogromnej torby. Otwiera kłódkę i pod moimi trzewikami gnie się soczysta trawa. Dookoła mnóstwo kwiatków, zupełnie jak...

Nikt nie mówił, że będzie lekko...

Nikt nie mówił, że będzie lekko...

Opowieści

Mieszkałam na wsi. Cotydzieńnością było zabijanie kurczaka na obiad, raz na kilka miesięcy „świniobicie”, na które schodziła się cała wieś. A kiedy rzeźnik skończył swoją pracę, zaczynała się wioskowa impreza...

Długa droga do wegetarianizmu

Długa droga do wegetarianizmu

Opowieści

W moim domu od zawsze jadło się mięso. Niedzielny obiad to tradycyjnie rosołek i kurczak z ziemniakami delikatnie „przybrudzony” surówką. I kompot z wiśni. Nawet dzisiaj mimo, że minęło już...

Małe kroki, wielka rzecz…

Małe kroki, wielka rzecz…

Opowieści

Akcja „Zdrowy Przedszkolak” rozpoczęła się niemal rok temu. Od tego czasu ponad 7 tys. osób podpisało petycję na rzecz poprawy jakości  posiłków podawanych w przedszkolach. Kilkadziesiąt przedszkoli wprowadziło zmiany w...

Najadacze.pl

Najadacze.pl

Opowieści

Kasia i Daniel od maja 2011 prowadzą wegański catering Najadacze.pl Ich działalność jest wynikiem pasji podróżniczej oraz szacunku dla wszystkich form życia na Ziemi. „Nasza firma zajmuje się głównie sprzedażą...

Legenda o stworzeniu...

Legenda o stworzeniu...

Opowieści

Gdy tylko dobry Bóg stworzył psa, ten polizał Jego rękę, a Bóg pogłaskał go po głowie.- Czego chcesz, piesku?- Dobry Boże, chciałbym mieszkać u Ciebie, w niebie, na macie przed...

Dżok - Kraków

Dżok - Kraków

Opowieści

Najważniejszy był Pan. Jego zapach, głos, dobre dłonie, które drapały Dżoka za uchem, klepały po grzbiecie, czesały, podawały miskę. Poczucie bezpieczeństwa, które od Pana pochodziło i sprawiało, że Dżok nie...

Wegetarianizm i dieta wegetariańska

Wegetarianizm i dieta wegetariańska

Opowieści

Moja Wegetariańska ścieżka. Wszystko zaczęło się w 1991 roku. Usłyszałam wtedy na własne uszy świadectwo człowieka, który przestał jeść mięso i po latach stosowania diety wegetariańskiej był w doskonałej formie. Uprawiał...

Polska rowerowa

Polska rowerowa

Opowieści

Pierwszego września wszystko było tak jak zawsze, Tiger, nasz kocur, obudził nas o 4-tej nad ranem. Za oknem słońce budziło nowe życie, nowe nadzieje – nowy dzień. Czas biegł niebłagalnie...

Wegemaluch.pl Udostępnia materiały na licencji CC BY-NC-ND 4.0 Międzynarodowe. Materiały nieoznaczone CC BY-NC-ND 4.0 - Copyright by WegeMaluch.pl & MagYa 2011-2014. All rights reserved.

Wróć na górę

O Wegemaluch    O Nas    Regulaminy    Polityka Prywatności    Reklama    Promocja    Patronat    Admin    Kontakt    Faq    RSS    Toolbar

coffe Jesteś pewny by przełączyć w wersję dla komputerów stacjonarnych PC?