Logo

Zarazić kulturą przez duże „K”

Kategoria: Rozwój dziecka

czytanieKimże byliby ludzie, gdyby nie czytali książek. Czymże byłby świat, w którym żyjemy, gdyby nie udoskonalanie go naszymi wyobrażeniami o lepszym jutrze. Szkoda, że coraz częściej i śmielej zapominamy o czytaniu, bo brak czasu, zmęczenie i wymieniać powodów tłumaczących można jeszcze wiele.

Aby od nowa przypomnieć i ocalić od zapomnienia, we wrześniu odbył się pierwszy festiwal książki dla dzieci i młodzieży. „Festiwal zgromadził w Arkadach Kubickiego na Zamku Królewskim około 70 wydawców oraz wielu wybitnych twórców, którzy rozmawiali z dziećmi, rozdawali autografy, organizowali warsztaty twórcze. Było mnóstwo zabawy, ale zawsze z książką w tle. To dobra droga do zainteresowania młodych czytelników książką i pokazania jej radosnego oblicza. Myślę, że takie imprezy to dobry sposób na zachęcenie młodych czytelników do przygody z książką” - mówi  Ewa Gruda Dyrektor Muzeum Książki Dziecięcej w Warszawie oraz rzecznik festiwalu.

Czytanie to niesamowita frajda, odskocznia od codzienności. Poznając literaturę nie tylko polską, ale również zagraniczną, młodzi ludzie niesamowicie rozwijają swoje słownictwo. Czytanie o kimś, czymś nowym, innym pozwala wyrobić własne zdanie, pogląd na różne sprawy.

A dzisiaj w czasach niemyślenia i nieanalizowania to bardzo ważne.  „Wykształcenie nawyków czytania w młodości procentuje w dorosłości, jak mówi polskie przysłowie - czym skorupka za młodu nasiąknie, tym w starości trąci. W obliczu spadającego dramatycznie czytelnictwa w Polsce można zacząć od kształtowania postawy procztelniczej poprzez codzienne czytanie bajek – mówi Magdalena Fiałkowska, Mały Geniusz.


Po pierwsze zachęcić

To zadanie do łatwych nie należy, szczególnie w dobie wszechobecnych komputerów, gier i innych atrakcji. Świadomie czytanie2lub też nie zaczyna wymagać się od książek podobnego poziomu, czyli 'emocji na maxa'.

Do listy wymagań, dołączmy jeszcze: łatwość i szybkość. Zdaniem Ewy Grudy „każde dziecko potrzebuje innej zachęty. Jedno jest pewne – trzeba dziecko zapoznać z książką i czytaniem jak najwcześniej, zanim zacznie mówić.

Najlepiej, żeby ten pierwszy kontakt z książką łączył się z najbardziej pozytywnym doznaniem najwcześniejszego dzieciństwa, czyli z obecnością matki. 

Tu ogromną rolę mogą spełnić  kołysanki i inne wiersze meliczne, dające się wyśpiewać choćby na dobranoc. Następny etap w życiu dziecka to książki-zabawki. Jest ich na rynku sporo, można wybrać te mięciutkie, poduszeczkowe. I tak dalej – książki z utwardzonymi kartkami, książki obrazkowe… Wybór jest duży.

Jeśli dziecko przez lata nie zobaczy rodziców z książką w ręku, nie przyjdzie mu do głowy, że służy ona do czegoś innego niż odrabianie lekcji, którego nikt przecież nie lubi. Uzna raz na zawsze, że z książki się wyrasta, tak jak z dzieciństwa. Poza tym w wielu rodzinach panuje też przekonanie, że nałogowy ‘’połykacz książek” nie jest najlepszym kandydatem na człowieka sukcesu. No bo kim może zostać? Nauczycielem? Bibliotekarzem? Redaktorem? Nawet ten ostatni kokosów nie zarabia, a co dopiero mówić o nauczycielu, choćby i akademickim, i bibliotekarzu”. 

Nie tylko przykład, ale też dobór literatury ma znaczenie. Jak uważa Ewa Gruda „wśród dzieci zawsze będą się cieszyły powodzeniem baśnie, powieści przygodowe oraz powieści dla dziewcząt. Myślę, że spore grono fanów ma fantastyka. Oczywiście bywają też książki modne, stanowiące swoiste „przeżycie pokoleniowe”. Te (jak chociażby Harry Potter) są czytane powszechnie.

Jeśli zaś chodzi o młodszych odbiorców, to niepokojący jest fakt, że często sięgają oni po książki po prostu brzydkie, ale pozostające w estetyce modnych gier komputerowych lub filmów animowanych nie najlepszej jakości.  Dobrze by było, żeby ktoś starszy umiał podsunąć dziecku  książkę naprawdę piękną – dobrze zilustrowaną i zaprojektowaną, a przy tym zawierającą ciekawe i mądre treści.”


Książka to nie wszystko
bibliotekaBo oprócz książki można jeszcze pójść z dzieckiem do teatru lub/ i biblioteki.

Zdaniem Magdaleny Fiałkowskiej z Małego Geniusza „w dobie grających, śpiewających i świecących zabawek wszystkie analogowe zabawy wydają się być mało atrakcyjne. Potrzebujemy nieustannie nowych bodźców, żeby się zaciekawić i skupić na czymś uwagę, dlatego na początku dzieci mogą mieć problem z wysiedzeniem spokojnie przez godzinę podczas spektaklu.

Teatr jest magicznym i wyjątkowym miejscem, z którym warto obcować od najmłodszych lat. Początek rozwijania fascynacji teatrem powinien odbywać się małymi kroczkami.

Na początku można bawić się z dziećmi w teatr, odgrywanie scenek aktorskich czy nawet samodzielne tworzenie teatru cieni czy teatrzyków kukiełkowych.  W większości miast w Polsce grane są spektakle dla dzieci, na które warto zabierać swoje pociechy.

Mądrym pomysłem jest przeczytanie dziecku bajki, która będzie wystawiana w teatrze przed spektaklem, ponieważ wykaże wtedy większe zainteresowanie danym przedstawieniem”. Natomiast Ewa Gruda w odniesieniu do bibliotek uważa, że dzieje się tam wiele dobrego. Bardzo często pracują tam świetni ludzie, którzy potrafią zarazić miłością do szukania ciekawej literatury. Poza tym a może przede wszystkim nie krzyczą, nie wytykają palcami młodych ludzi, którzy nie zachowują niczym niezmąconej ciszy. Wystarczy tam pójść i dać się porwać bibliotecznej atmosferze.



Rodzicielski przykład
Monika Wrzosek, mama niespełna rocznego przystojnego chłopca nie wyobraża sobie życia bez książek. Miłością do książek zaraziła się w domu rodzinnym. „Wciąż widziałam ojca czytającego, oglądającego, wertującego książki, albumy. Kiedy wyjeżdżałam do babci, tam także, oprócz strychu i szaf pełnych zwiewnych sukienek cioci, lepem na mnie był czytelniaregał z książkami. Przesuwałam z namaszczeniem grubą szybę, jeździłam palcem po grzbietach i wybierałam książkę do czytania. Widziałam czytającą babcię, zasiadającą nad książką w wysokim fotelu jak na tronie, zakładającą nogę na nogę, w okularach zsuniętych na czubek nosa, z nieodłącznym papierosem w fifce – mówi Monika.

Ważną rolę w kształtowaniu książkowej świadomości Moniki odegrał rytuał wspólnych z ojcem, regularnych wypraw do księgarni, po książki dla córki. „Czytałam te książki z radością, z żalem, gdy dobiegały końca, ale i entuzjazmem, bo zawsze czekały kolejne.

Przygoda nigdy się  nie kończyła, trwała. Taki sam zwyczaj chcę wprowadzić w moim domu. Znam dzieci, które mimo nastoletniego wieku nigdy nie były w księgarni lub takie, którym księgarnia kojarzy się z podręcznikiem, szkołą i nielubianym obowiązkiem, od którego próbują się wymigać. Chcę, by mój synek zaprzyjaźnił się z księgarnią, by wizyty w niej były zdarzeniem naturalnym, oczywistym, przyjemnym i wyczekiwanym.

W moim dzieciństwie wokół książek wiele się działo. Szanowano je, pielęgnowano, uczono troski o te stronice i okładki – a drugiej strony w swoich własnych, stanowiących moją bibliotekę książkach mogłam bazgrolić do woli. I bazgroliłam, rysowałam obok tekstu jakieś stwory, esy floresy. Przykładałam długopis do papieru i pozwalałam mu „samemu iść”.  Drgałam ręką, suwałam nagle, jak igłą w adapterze i powstawały elektrokardiogramowe obrazki.


bajkaKsiążki były czytane do snu. Ten rytuał na zakończenie dziecięcego dnia także zagości w naszym domu, jak tylko synek będzie na to gotów.

Teraz, gdy ma prawie roczek, czytam mu w ciągu dnia. Zaczęłam wcześnie, gdy miał kilka miesięcy, eksperymentowałam i testowałam, sprawdzając jego gotowość do kontaktu z książką. Na początku interesujący był tylko obraz. Jedna ilustracja, bądź dwie. Po jakimś czasie dochodziliśmy wspólnie do kolejnych stron – synek patrzył na ilustrację, ja jednym zdaniem opowiadałam treść. Przyszedł moment, że obejrzeliśmy w ten sposób książeczkę do końca. Nie wszystkie książki budziły jego zainteresowanie, koncentrowałam się więc na tych, które lubił. Bardzo długo była to jedna książeczka, z jakiegoś powodu ciekawa dla synka. Już wtedy zaczęłam gromadzić literaturę dziecięcą i tworzyć biblioteczkę dla syna. Mam tu określone kryteria. Unikam książek, którym do mocy dodano dźwięk, pluszaka, plastikowy element –  przekonują mnie interaktywne książki do zabawy bez dodatkowych gadżetów. Dla mnie książka to treść, obraz i papier. Słowa napisane i odczytane oraz ilustracje. Kiedy szukam książeczek dla dzieci, dużą wagę przywiązuję do szaty graficznej, zwracam uwagę na okładkę, ilustracje i ich autorów, kolorystykę, styl i rodzaj czcionki, bo to wszystko w książkach dla dzieci jest równoważnym dopełnieniem, tłem czy wizualną emocją tekstu. Zwracam uwagę na jakość treści i języka, jestem krytyczna wobec językowego kalectwa. Mam swoje ulubione wydawnictwa. Biblioteczkę synka zasilą książki z mojego dzieciństwa, czekające na strychu u dziadków. Tym książkom odpuszczę językową cenzurę, są pod specjalną emocjonalną ochroną.

Istotne wydaje mi się, by – obok własnych książkowych propozycji - iść jednocześnie po tropach dziecka, za jego ciekawością i zainteresowaniem. Już teraz widzę, że nie wszystkie wybrane przeze mnie książki cieszą się powodzeniem synka. Widzę, które książki lubi, które wybiera i ogląda lub przynosi i wspólnie „czytamy”. Są wśród nich książeczki, które znalazły się w domu nieco przypadkowo, przymykam jednak jeszcze oko na nieciekawą treść i zastępuję ją swoją.  Na tym etapie nie koncentruję się na przeczytaniu tekstu, który jest w książce, wymyślam krótkie zdania, historię, bazując na ilustracjach i jej długość dostosowując do poziomu koncentracji i możliwości synka. Widzę, na czym skupia wzrok i o tym opowiadam. U tak małego dziecka to ilustracja, obraz jest punktem wyjścia do opowieści, tworzonej przeze mnie – ta, opisana przez autora książeczki, w wielu przypadkach musi poczekać.

Zanim dziecko samo nauczy się czytać, jest odbiorcą czyjegoś czytania. To spotkanie przy książce może stać się czytelnikdoświadczeniem relacji w bliskości, cieple, poczuciu bezpieczeństwa, miękkościach poduszek i przytuleniu do rodzica.

Czytelnikiem zostanie to dziecko, które odkryje w sobie wewnętrzną motywację do czytania, które doświadczy, że czytanie coś daje – ale nie zewnętrznego, tak jak pochwały i nagrody za to, że sięgnęło po książkę. Czytać będzie dziecko, które odkryje profity emocjonalne, wewnętrzne: spokój, ciekawość, poszukiwanie, przyjemność, ukojenie, niecierpliwość, zaspokojenie i inne. Moim zadaniem jest pomóc odkryć te możliwości. Kiedy widzę, że synek bierze do rąk książeczkę, ogląda ją sam, opowiada coś sobie nad nią w swoim dziecięcym języku – nie ingeruję, nie narzucam się ze swoim przewodnictwem, daję mu przestrzeń do własnych doświadczeń, odkryć i emocji.”

Puenta ciśnie się sama – czytajmy i zarażajmy zdrowych tę cudowną, nieuleczalną chorobą. 

Wegemaluch.pl Udostępnia materiały na licencji CC BY-NC-ND 4.0 Międzynarodowe. Materiały nieoznaczone CC BY-NC-ND 4.0 - Copyright by WegeMaluch.pl & MagYa 2011-2014. All rights reserved.